środa, 4 stycznia 2017

Dublet

Tacuinum SanitatisBNF Latin 9333
I ćw. XV w.
Ponad rok temu zapowiadałem, że uszyję dublet, miał być uszyty w I ramach Manuscript Challenge, ale oczywiście okrutnie nie zdążyłem etc etc. Jednakże sam pomysł uszycia kremowego, wczesnego dubletu pozostał nadal. Mówiąc oczywiście 'wczesny dublet' mam na myśli datowany na początek XV wieku, dosyć długi z dowiązywanymi rozdzielnymi nogawicami, jak pokazano na ilustracji obok.

Wykrój to klasyczny krój z ośmiu części z dopasowanymi rękawami - z uwagi na dosyć wczesne datowanie oraz raczej niezbyt wysoki status społeczny odtwarzanej postaci nie myślałem nawet o bardziej skomplikowanych rękawach, czy dodawaniu bufek itp.

                       

Dublet skrojony został z kremowego, wełnianego (100%, z woolmarkiem 😄) koca, który nabyłem kiedyś i w sumie od ponad roku trzymałem z myślą o takim właśnie dublecie. Wykrój udało się bez większego problemu zmieścić na kocu - jedynie rękawy zesztukowane są z dwóch kawałków, z szwem wzdłuż rękawa (co wydaje się być poprawnym podejściem do sztukowania rękawa, vide krój tuniki z Bocksten). Dalej skroiłem podszewkę z lnianych worków wojskowych - jako, że miałem ich dużo nie było problemu, aby skroić poszczególne elementy w całości, omijając pieczątki, nity i inne elementy, jakie regularnie na nich występują.

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia po krojeniu, to przedstawiam poniżej obecny postęp prac. Po wstępnym skrojeniu w/g wymiarów i wykroju pokazanego powyżej dublet spiąłem szpilkami i dopasowałem na sobie, aby przylegał tak jak powinien.


Dublet wyposażony jest w jednowarstwową podszewkę (tj. bez sztywnika), zszywaną razem z wierzchnią warstwą wełny. Daje to rezultat taki, jak widoczny często na ikonografii - podszewki 'panelowej':
Rogier van der Weyden, Ołtarz św. Jana, ok. 1455 rok.
Pokazany powyżej dublet kata, ścinającego Jana Chrzciciela w ogóle prezentuje się bardzo ciekawie, szczególnie interesująca jest stójka bez podszewki oraz rozcięcia rękawów przy nadgarstkach. W moim dublecie z pewnością będę chciał mieć jakąś stójkę (chociaż to nie jest pewne, szczególnie, że wczesne dublety tego elementu były pozbawione) - najpewniej minimalną. Dodatkowo, będzie ona wszyta prosto, a nie z klinem wchodzącym w plecy - jest to z tego co rozumiem sposób bardziej archaiczny, bo wszywanie tego klinem zaczęło się pojawiać w ca. latach 20 XV wieku. Drugą kwestią jest tutaj sprawa zapięcia rękawów - tekstylny guziczek (jeden) spinający rozcięcie - na linii szwu z tyłu rękawa. Tak właśnie chciałbym to zrealizować w szytym przeze mnie dublecie.

Kolejny update będzie, gdy będzie się czym poważniej pochwalić w dublecie :). Pozostało jeszcze rozwiązanie szeregu istotnych kwestii, np. zapięcia czy wykończenia.

Co najciekawsze, a z czego zdałem sobie sprawę dopiero w trakcie realizacji projektu, to (bardzo) niski koszt takiego ciucha. Koszt tego rodzaju koca (używany, w sieci lub wyłowiony w second-handzie) to 10..40 zł, a koszt trzech (tyle zeszło na podszewkę) lnianych worków wojskowych zamyka się w 45 zł (jeśli kupuje się na Allegro bez szukania po AMW, gdzie da się je kupić x3 razy taniej). Nie licząc nici etc to na materiały wydać możemy zaledwie 25 zł, czyli tyle co na dwa..trzy piwa w knajpie. Oczywiście, trzeba to umieć skroić i zszyć (najlepiej ręcznie), ale uwierzcie mi - to nie takie trudne. I niech mi nikt nie mówi, że nie stać go na bycie koszer 😤.

czwartek, 15 grudnia 2016

Kabat

Obraz datowany na lata '40 XV wieku.
Od zawsze podobało mi się ubranko, opisywane w literaturze jako Kabat. Na obrazku po prawej widać właśnie ubiór który nazywany jest właśnie kabatem. Definiuje się go zasadniczo jako szatę wierzchnią, odcinaną w pasie z dopasowanym torsem (mógł być watowany) i luźną baskiną do kolan, lub dłuższą, całość rozpinana z przodu, zapinana mniej-więcej do pasa; rękawy luźne proste. Jest to niezmiernie pojemna definicja, bo w zasadzie mieści w sobie cały szereg ubiorów popularnych w XIV - XV wieku (jopule, cotehardie etc), a odróżniać miałoby się od nich jedynie odcięciem w pasie. Dodatkowo, moim wymaganiem jest, aby tak skrojony ubiór datować możliwie najwcześniej, co w moim przypadku zasadniczo oznacza na przełom XIV i XV wieku, może nawet od II połowy XIV wieku. Czy i jak to zrobić?

Skoro już wymyśliłem sobie co chciałbym uszyć pora opracować  jest wykrój, najlepiej opierając się na materiale zabytkowym... jednakże nie znam żadnych zabytków, które byłyby identyfikowane jako kabat (oprócz fragmentów skórzanego kabata z Pułtuska, o którym pisała Turska). Tym bardziej, że kabat to nazewnictwo Polskie, które nie jest zbyt 'kompatybilne' z pojęciami zachodnimi, gdzie w zasadzie - w dużym uproszczeniu - większość zabytków opisywana jest po prostu jako tunika. Zatem jak wyglądać mógł wykrój tego ubioru?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część III

W poprzedniej części przyjrzeliśmy się kosztom ubrań w interesującym nas okresie, a jeszcze wcześniej kosztom jedzenia i zarobkom. W poniżej zaprezentowanej części skupić chciałem się na o wiele bardziej wąskim zagadnieniu, jednakże dosyć istotnym dla sporej części rekonstruktorów - kosztom uzbrojenia i opancerzenia.

Jak pamiętamy z II części żołnierz ok. połowy XV wieku otrzymywał od 4,5 do 5 gAg/dzień, a już ok 100 lat później od 9 do 12 gAg/dzień. Wyżsi stopniem żołnierze - na przykład kapitan straży konnej (która sama w sobie musiała być lepiej opłacana) w XIV wieku mógł liczyć na niecałe 7 gAg/dzień, około połowy XV wieku było to już prawie 16 gAg/dzień, a pod koniec tego stulecia już 60 gAg/dzień - liczby doprawdy imponujące, ale skupmy się raczej na żołnierzu, gdyż taka (tj. najbiedniejsza) sylwetka wydaje się najtrudniejsza do zrekonstruowania, gdyż precyzyjnie dobierać trzeba to na co może sobie on pozwolić.

Jak rozkładały się dokładniej wartości żołdu np. w Polsce? Z przyjemnością powołam się tutaj na „Piechotę zaciężną w Królestwie Polskim w XV wieku” Grabarczyka. Podaje on, że podstawowa stawka żołdu dla pieszego żołnierza wynosiła 5 florenów (183,75 gAg) na kwartał, czyli w przybliżeniu 2 gAg/dzień. Doświadczeni żołnierze, z lepszym wyposażeniem, dostawali żołd podwójny, czyli około 4 gAg/dzień. Są to uśrednione wartości, bo wiemy np. że w rocie Wacława Kawki a 1475 roku podstawowy żołd pieszego wynosił już 2,65 gAg/dzień (5,3 gAg/dzień w przypadku weterana).

Posiadamy trochę dokładniejsze dane, dotyczące zarobków żołnierzy najemnych na początku XVI wieku – niemieckich Landsknechtów. Zwykły Landsknecht otrzymywał około 2,5..2,65 gAg/dzień, a doppelsoldner – jak łatwo się domyśleć – od 5 do 5,3 gAg/dzień. W grono tych drugich wchodzili głównie doświadczeni już żołnierze – po 100 osób na 400 osobową Fahnlein, jedną z podstawowych jednostek podziału armii Landsknechtów. Doświadczeni żołnierze wyposażeni byli w połowie w broń palną a w połowie w mieszankę halabard i dwuręcznych mieczy. Pozostali wyposażeni byli w piki. Dodatkowo każdy żołnierz wyposażony był w krótki miecz – Katzbalger – tak charakterystyczny dla Landsknechtów.

Landsknechtów często przedstawia się w elementach płytowych, z hełmami etc, co przeczy jakiemuś ogólnemu przekonaniu o wysokiej cenie w/w elementów. Nie jest to oczywiście pierwszy raz w historii, gdzie spotkać można się z dowodami, że jednak dosyć biedni żołnierze najemni używali różnego rodzaju opancerzenia – różnej jakości – pomimo przekonania, że takie elementy przynależą tylko wyższym stanom. Wpływ na zwiększenie się dostępności ( = zmniejszenie cen) tych elementów ma postęp technologiczny (m.in. wprowadzenie młota wodnego), który przyspieszył i ułatwił wykonywanie elementów pancerzy.

Żołnierze w trakcie kampanii samodzielnie płacili za swój prowiant, a także za swoje wyposażenie, z którym musieli stawić się już na początku kampanii. Typowy okres, na jaki zaciągano się do wojska, wynosił pół roku, po odsłużeniu tego czasu można było odejść do cywila, lub zaciągnąć się ponownie, często jako doppelsoldner, otrzymujący już dwa razy większy żołd.

Zakładając, że nie staramy się szczególnie oszczędnie żyć, to wydać musimy około 1,3 gAg/dzień na wyżywienie. Do tego dochodzi kwota około 1,2 gAg/dzień, która pokrywa nam koszta zakupu ubrań, nie takiej najgorszej jakości - raczej, spośród tych tanich najlepszych. Ile teraz wyniesie nas wyposażenie żołnierskie, lub - inaczej mówiąc - na co będziemy sobie w stanie pozwolić? Dla uproszczenia spraw skupmy się na XV wieku, zwłaszcza drugiej jego połowie, oraz na początkach XVI wieku.

Zacznijmy od części zasadniczej, czyli robienia innym krzywdy. Najpierw na odległość. 

Proch czarny w 1468 roku kosztował 36,5 marki lubeckiej za tonę, czyli około 8,5 gAg/litr. Taka objętość pozwala na oddanie około 120 strzałów. Ołów do pocisku wykazuje dosyć stabilną cenę w II połowie XV wieku i kosztuje od 0,0025 do 0,040 gAg/gram. Przekłada się to na koszt (samego ołowiu!) pojedynczego pocisku o kalibrze 14 mm na poziomie 0,04..0,64 gAg/szt, więc efektywnie pojedynczy wystrzał kosztować będzie nie więcej niż 0,12..0,70 gAg. w zależności głównie od ceny nabycia ołowiu. Jak kształtowały się ceny tego w II połowie XV wieku (czarne słupki) i I połowie XVI wieku (czerwone słupki) zobaczyć możemy na histogramach pokazanych poniżej (ceny dla Lubeki). Średnia cena grama ołowiu wynosiła 0,013 gAg w II połowie XV wieku i 0.02 gAg w I połowie XVI wieku.
Oczywiście musimy też w pewnym momencie ponieść koszt zakupu "urządzenia strzelającego". Nie udało mi się niestety dotrzeć do cen średniowiecznych. W połowie XVII wieku najtańszy muszkiet to koszt około 91..103 gAg, co przy dosyć sporej inflacji w poprzednich wiekach, oznaczać może, że za 100 gAg w XV/XVI wieku na pewno kupimy niezły arkebuz. Nowakowski podaje dodatkowo, że piszczel kosztowała ok. 50 gAg, a hakownica ok. 120 gAg. Z braku lepszego szacunku, przy tych wartościach musimy pozostać. Jeśli zaciągamy się na pół roku, aby strzelać do wroga (za pieniądze), to przyjąć możemy że i taki będzie okres amortyzacji broni palnej, co skutkuje kosztem od 0,274 gAg do 0,658 gAg dziennie kosztu naszej broni palnej. Mniej niż za sam strzał i zdecydowanie mniej niż przejadamy czy wydajemy na ubrania.

Jeśli chcielibyśmy krzywdzić się na równie dużą odległość, ale korzystając z odrobinę starszych technologii zainwestować możemy np. w kuszę. W XV wiecznej Polsce kusza kosztowała od 30 do 64 groszy, przy czym większość wyceniona jest na jedną grzywnę tj. 48 groszy. Nie znalazłem dokładnej wagi tych groszy w tym momencie, jednakże oszacowanie ich na 2 gAg, nie powinno odbiegać od prawdy i dawać koszt zakupu kuszy od 60 do ponad 100 gAg. Czyli zasadniczo podobną wartość, jak dla zakupu broni palnej. Jednakże strzelanie z  tej broni było tańsze, bo za kopę żelaznych grotów do bełtów płacono groszy 7, czyli 0,23 gAg.

Koszt broni białej jest zróżnicowany, a źródła opisują najdokładniej egzemplarze raczej drogie. Kord - jako broń najtańsza i wydaje się, że najpowszechniejsza - kosztował w Polsce już od 16 gAg. Ceny mieczy w Polsce zaczynały się od 30 gAg, podobnie w Lubece, pod koniec XIV wieku, miecz można było kupić za 27,8 gAg. W Anglii, ok. XIV wieku, miecz (war sword) to koszt około 50 gAg.

Koszt zbroi jest już istotnie większy, a źródła opisują raczej zbroje droższe, kupowane przez rycerzy. Mimo nawet takiego założenia, ze źródeł wyłania nam się obraz wszelakiego opancerzenia, jaki elementów drogich, ale nie niedostępnych dla nie-rycerzy. Oczywiście, nie będą to kompletne, nowoczesne (na dany moment) pancerze, ale będą.

Zacznijmy od góry. Jak podaje Nowakowski (w Polsce) najtańszy kapalin na początku XV wieku to koszt około 60 gAg, a w połowie XV wieku to do 100 gAg. Salada to już koszt 120 gAg. Podana jest też cena za przyłbicę - ponad 380 gAg. Edward III (1312-1377) zakupił w pewnym momencie swojego życia hełm (nieznanego mi rodzaju) za 575 gAg i dwa bascinety po 195 gAg, ale wiemy, że w XIV wiecznej Anglii Bascinet dostać można było już za równowartość 47,9 gAg.

Koszt przeszywanicy nie są mi znane, poza faktem, że Edward II (1284-1327) w 1312 roku zakupił siedem przeszywanic po 160 gAg każda - nie były to raczej zwykłe przeszywanice, jakie nosić mógł w tamtym okresie (czy później) np. żołnierz. Aby lepiej oszacować koszt przeszywanicy przyjrzyjmy się kosztom m.in. materiałów (to one na ogół stanowią znaczną część kosztów gotowego przedmiotu - koszt pracy rzemieślnika jest już istotnie mniejszy). Zakładając warstwową (10 warstw) przeszywanicę z lnu potrzebujemy około 20 mb tej tkaniny, co przy cenach od 1 gAg/mb do 3 gAg/mb daje nam wartość materiału od 20 do 60 gAg. Dorzućmy do tego dodatkowe wypełnienie np. z wełny (runa) w cenie (średnia dla XV wieku, dane z Londynu) 5,058 gAg/kg - 1 kg za ok 5 gAg. No i oczywiście robocizna, dla pełnego rachunku: tydzień pracy krawca (po 5 gAg dniówki - raczej przeszacowane niż niedoszacowane) - 35 gAg. Łącznie daje to kwotę od około  60 gAg do ponad 100 gAg. A więc najtańszą przeszywanicę można mieć już za 40 gAg (a pewnie i mniej, zważywszy na fakt, że można poprosić żonę o jej uszycie ;) ).

Na przeszywanicę możemy chcieć założyć jakiś pancerz - najtaniej załatwić tą sprawę mogłaby kolczuga - tak podaje zdrowy XXI wieczny rozsądek. Niestety nie znam cen takowych w interesującym nas momencie, Wiemy natomiast, że w XII wieku król Jan Bez Ziemi (1166 - 1216) zakupił kolczugę za cenę 324 gAg, ale nie jest to górna granica ceny tego rodzaju pancerza w XII/XIII wieku, bo znane są zapiski o cenie 1700 gAg. Włoska zbroja z lat '40 XV wieku sprzedana została w Wielkiej Brytanii za niecałe 1800 gAg. W XVII wieku już zbroja taka była istotnie tańsza. Kirys (dobrej jakości, bo testowany - jak mniemam przeciwko kuli) sprzedano w 1624 roku za niecałe 145 gAg. Ciężko powiedzieć mi, kiedy nastąpiła ta niemalże dziesięciokrotna redukcja w cenie pancerzy, ale sądząc po ikonografii najpewniej w II połowie XV wieku lub na początku XVI wieku, wraz z popularyzacją pieszych żołnierzy najemnych na polu walki (z jednej strony) i wprowadzeniem zaawansowanych technologii, takich jak młot wodny, w produkcji uzbrojenia (z drugiej strony). Cena kolczugi najpewniej była stabilna z uwagi na brak istotnych zmian technologicznych w jej wytwarzaniu na przestrzeni dziejów.

Podsumowując nasze wyliczenia, zacznijmy od porównania liczb. Żołnierz najemny w XV/XVI wieku otrzymywał od 2 do 12 gAg/dzień. Około 1,3 gAg dziennie pochłania jedzenie, a kolejne 1,2 gAg ubranie się - obie rzeczy na poziomie porządnym, szczególnie ubrania (bo z wełny kupionej, więc wyższej jakości, spełniającej cechowe "normy"). Obliczając koszty uzbrojenia zakładać będę półroczny okres jego "amortyzacji", aby możliwe było porównanie jego kosztów z dziennymi zarobkami zwykłego żołnierza.

Kupujemy zatem uzbrojenie. Niech będzie to jakaś broń palna - od 0,274 gAg do 0,658 gAg dziennie - oraz broń boczna - kord lub miecz - co przekłada się na kwotę od 0,088 gAg do 0,164 gAg za prosty egzemplarz. Idziemy dalej - wdziewamy na siebie przeszywanicę - od 0,329 gAg do 0,547 gAg a na głowę zakładamy kapalin (0,547 gAg/dzień) lub saladę (658 gAg/dzień). Łącznie wydatki te sumują się nam do widełek od 1,25 gAg do 1,83 gAg na dzień służby w półrocznym kontrakcie. Po dodaniu do tego kosztów wyżywienia i ubrania otrzymujemy kwotę od 3,75 gAg do 4,33 gAg, Co przy zarobkach rzędu 2..12 gAg/dzień wydaje się zupełnie osiągalne dla przynajmniej części żołnierzy - przysłowiowa BPP też gdzieś tam będzie istniała, na jednym skraju, ale na drugim będzie piechota wyposażona w hełmy, kirysy i sensownej jakości broń. Niestety brak nam danych statystycznych, co do uzbrojenia i zarobków, które pozwoliłyby powiedzieć, czy wyliczenia przedstawione powyżej dla uzbrojenia i opancerzenia są równie miarodajne jak to miało w przypadku ubioru czy jedzenia - pozostaje nam jedynie zakładać, że były to wartości typowe (w przypadku zarobków żołnierzy) i typowe bądź zawyżone (w przypadku uzbrojenia).

P.S. Z uwagi na to, że edytor Bloggera nie obsługuje natywnie indeksów dolnych, zdecydowałem się na pisownie gAg jako gram srebra (czystego kruszcu), tj. jednostkę przeliczeniową, jakiej używam w cyklu.