- Rękawice powinny być w miarę poprawne historycznie, jednakże, jako że moja postać i tak w ogóle nie powinna mieć rękawic, to jakiekolwiek rękawice to już i tak mrok 😉 i nic tego nie zmieni.
- Datowanie - szeroko, ale okołogrunwaldzkie. Czyli od lat '90 XIV wieku (może nawet trochę wcześniej) do 1420 roku (a może i do 1430 roku, jeżeli będą wcześniejsze analogie).
- Chciałbym aby rękawice były wygodne w szerokim zakresie zastosowań - nie tylko jako rękawice typowo bojowe; nie powinno to być problemem, jako że używam broni drzewcowej i do takiej nie potrzebuję rękawic szczególnie pancernych. Wygoda jest tutaj o tyle istotna, że nie wykluczam, że przydały by się one np. do strzelania z kuszy czy broni czarnoprochowej - dobrze, jakby to umożliwiały.
- Ostatnie, ale nie mniej ważne - chciałbym, żeby był to projekt... ekonomiczny. Oczywiście nie oznacza to jakichś mrocznych kompromisów, ale szereg rozwiązań nie będzie takich, jakie bym zrobił, gdybym chciał robić taki szpej koszer.
środa, 17 sierpnia 2022
Rękawice klepsydrowe z kolczymi palcami
Fartuch do kuchni (2) i marszczone plany(?)
Dokonałem przeróbki fartucha (link), jaki niedawno uszyłem. Przeróbka była prosta, ale dosyć pracochłonna. Zmieniłem proste marszczenie na ozdobne marszczenie w postaci plastra miodu. Od dawna miałem ochotę wykorzysta tę technikę, z której nie korzystałem od czasu uszycia XVI-wiecznej koszuli (link) osiem lat temu(!). W linku znajduje się dokładniejszy opis.
![]() |
| Luttrell Psalter, f.172v (1325-1340) |
sobota, 25 września 2021
Skórzany kaptur, część 2
Nie starałem się w stu procentach odwzorować wzoru haftu, a jedynie ogólny jego zamysł. Dodatkowo, chyba, nie zrekonstruowałem w pełni poprawnie ściegu tego haftu. Nie zmienia to jednak kwestii, że kaptur ten jako taki miał być pewnego rodzaju eksperymentem, mającym na celu w ogóle przetestowanie skórzanego kaptura. I testy takie najpewniej odbędą się jeszcze tej jesieni - w październiku wybieram się do Owidza, a pogoda może być różna... zanim jednak tam trafimy, kaptur chciałbym nasączyć lanoliną.
Eksperyment już na tym etapie nie uznaję za w 100% udany. Głównym problemem jest tutaj wykorzystany materiał - skóra, z której uszyto kaptur, okazała się chyba zbyt delikatna, jak na szycie w niej grubszą wełną, co spowodowało, że po prostu pękła. Rozerwany fragment wymieniłem i załatałem, a następnie przykryłem haftem, dzięki czemu z daleka nie jest widoczny. Przy szyciu kolejnego skórzanego kaptura zastosowałbym (zastosuję?) stanowczo grubszą skórę.
Póki co, kilka zdjęć przed ostatnią konserwacją





